sobota, luty 11, 2006

Bon bin, c'est parti ...

No i tak. Wyjeżdżam. Za parę godzin. Powrót do Krainy Wiecznych Sniegów. Ah, yo.

Rzecz nie napawa mnie optymizmem, wyznaję szczerze.
Ale nie napawa mnie nim również siedzenie na spakowanych już walizkach. Chciałabym tak jak u dentysty: szybko i bezbolesnie. Stanowczo. Ale się nie da.

Jestem zbyt zdenerwowana i przygnębiona, żeby opowiadać jak upłynęły mi ostatnie dni. A mijały na przemian: z usmiechem i placzem na ustach, tudzież w kącikach oczu.

Ach, yo. Koniec tropikalnych wakacji. Jest plus 10 na termometrze...

3 Comments:

Blogger jacuzz said...

oranyrany, to juz, a ja przegapiłam moment. no nic, do zobaczenia w Warszawie.

9:32 PM  
Anonymous Anonimowy said...

o nie wierze, ze to juz koniec tych uroczych opowiesci o zyciu pieknej uli na obczyznie. czytalem z zapartym tchem. Ale skoro bedziesz w polsce, to moze moglibysmy sie spotkac?
Tylu facetow nie moglo sie mylic ;)

12:21 PM  
Blogger Ula la said...

???????

12:22 PM  

Prześlij komentarz

<< Home