czwartek, grudzień 29, 2005

KTOS MUSI BRUDZIĆ, ŻEBY SPRZĄTAĆ MÓGŁ KTOS
Strajkuję. Zawiązałam jednoosobowy związek zawodowy i strajkuję. Jedno jest pewne: nie jest to strajk głodowy. O nie... Ale ciągle strajk.
Chociaż może lepsze byłoby stwierdzenie, że prowadzę bierny opór. Bierny opór wobec domowego terroru, który ma tutaj miejsce. Domowa przemoc psychiczna. Przemek – terrorysta.
Posprzątać. Poodkurzać. Zmienić pościel. Schować ciuchy do szafy. Dosunąć szufladę, bo majtki wystają. Pozmywać. Wsawać, bo już ósma i kury pieją.
Spoko. Spoko.
No dobra. Ma rację. Jestem bałaganiarą. Chaos to mój stan naturalny. I może przeszkadzać. Rozumiem. Ja wszystko rozumiem. I odrobina mobilizacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła. A mnie zwłaszcza. Ale co on będzie sprzątał jak wyjadę?
Ktoś musi brudzić, żeby sprzątać mógł ktoś !!!
I im bardziej biedak się krząta, im większy robi problem, tym mi gorzej. Tym bardziej strajkuję. Ogarnia mnie niemoc i wzrasta mój bierny opór. Do rozmiarów, o które bym się w życiu sama nie podejrzewała.
Kimże ja w końcu jestem w porównaniu z Marie, u której w pokoju kwitną opakowania po dawno zapomnianych czipsach? W porównaniu z Groszkiem, za którym pełzała patelnia żebrząc, by sobie o niej przypomniał w miesiąc po tym, jak robił na niej jajecznicę? W porównaniu z Basią, która dopóki nie potknęła się o stertę śmieci na środku pokoju, nie wiedziała, że trzeba by ją chociaż przesunąć? Z Vincentem, do którego nigdy nie mam odwagi wybrać się w samych kapciach, bo podłoga przypomina pole minowe? Z Maćkiem, który dopóki jego dawno zdechły szczur nie zaczął śmierdzieć nie pomyślał, by mu sprzątnąć klatkę? Z Natalie, u której siadając na kanapie przed telewizorem natknęłam się na dobrze już zaschnięte i zwietrzałe kocie wymiociny?
Jestem nikim. Prochem. Małym pikusiem. Bułką z masłem.
Ale proces myślowy już uruchomiłam: jak i gdzie szybko zarobić na białorusinkę albo meksykankę, która będzie po mnie i za mnie sprzątać jak Maria-Manuela za moją pedantyczną acz nie mającą ochoty latać ze ścierą ciotkę?
Już ja coś wymyślę...